Serwis opinie-turystyczne.pl używa plików cookies. Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza zgodę na ich użycie. Zamknij cookie

Będoc na wycieczce w Betlejiem w dniu 18.01.2017 tak się złożyło…

dodane31-01-2017, 07:48 przez przezpiod1970

Będoc na wycieczce w Betlejiem w dniu 18.01.2017 tak się złożyło że byłem zmuszony zakupić wycieczke z rosjanami ponież zmanam rosyjski lepiej niż angielski pewna starsza pani prawdopodobnie jedna z fanek ojca dyrektora .wzięła mnie palaka za rosjanina .patrzyła na mnie z taką miłoscią jak co najmniej przepraszm za okreslenie wyrrzoł pół rodziny .Chciałem się odezwać po polsku ,Szczesć Boże dobra kobieto, ale obawiałem się ze może wpaść w atak histerii lub dostać ataku serca .rozbawiło mnie to że ktoś zpolski wziął mnie za Rosjanina czemu nie rosjanki ładne kobiety .tak się sklada że od 1990 nosze mundur i służę Rzeczpospolitej .Ludzie nie oceniajcie innych wszesniej dowiedcie się oddanym kraju a potem mówcie o innych dobrze albo żle..Tak się składa że poznałem wielu Rosjan i nie tylko okazali się sympatycznymi miłymi i wesołymi ludzmi tak samo przyjiechali odpocząć anie podbijiac swiata.podsumowujacmoją wypowiedz jestem dyplomatom szanuje każ kraj na swiecie.a ta pani nie wiem jak to okreslić powinna się leczcyć tej głupiej i absudarnej nienawiści Jak się nie mylę ponieważ sam jestem od dziecka wierzący i pratykujiący mnie ksierza uczyli na religi milosci do bliźniego swego a nie nienawiści .Lepiejnie nie ocenia książki po okładce lecz sprawdzić co jest w środku.sumie nie gniewam się na ta panią szacunku do osób starszych .pan Jezus powiedział aby wybaczać bliźnim.

Komentarzy:0

SEKS TURYSTYKA czyli wyjazdy kobiet do Egiptu w celu przeżycia…

dodane29-03-2012, 19:48 przez przezpodroznik

SEKS TURYSTYKA czyli wyjazdy kobiet do Egiptu w celu przeżycia romantycznej przygody z egzotycznym mężczyzną, bo podobno oni są bardzo dobrymi kochankami (za pieniądze).
Po przyjeździe do hotelu Titanic Aquapark/ Hurgada rezydent zakwaterował nas w pokojach, był już wieczór.
Na drugi dzień zaczął się nasz wypoczynek. Na baseniku obserwowaliśmy panienki, piliśmy driny itp.
Lubimy sobie pożartować z ludzi (w naszym gronie oczywiście). Uwagę naszą zwrócił pewien kelner, który obsługiwał turyski. Taki mały był, śmieszny, ważył może z 60 kilo, a chudy i mikry - posturę miał chłopca 12 lat. Ale dziarsko biegał z drinkami koło dwóch polskich turystek. Śmiesznie to wyglądało bo takie kobitki przy kości były, tzn. jedna to ważyła pewnie ze 120 kilo. Śmiało można więc powiedzieć że jakby Musti (tak wołaliśmy na tego kelnera) stanął przy niej, a ona by się znienacka odwróciła to jestem więcej niż pewny, że cyckiem by mu łeb urwała, a jak nie to wstrząs mózgu murowany.
Oczywiście Musti nie biegał koło nich za darmo, dostawał spore napiwki po 10 doców i więcej.
Musti czasem nas obsługiwał, ale powiem szczerze, że rozpuszczony chłopak był i gardził naszymi jedno dolarowymi napiwkami.
Jak to Polacy, spełnialiśmy swój narodowy obowiązek i uczyliśmy tego chłoptasia naszego ojczystego języka. No wiecie coś w stylu: Fajne masz cycki lalunia...twoja dupeczka
jest sexi...itp. Musti powtarzał te zdania do turystek, które obsługiwał.
Szczególnie podobało się to tej dużej pani.Wtedy wiedzieliśmy, że się na niego szykuje :), tym bardziej, że ci dorodniejsi kelnerzy nie zwracali na nią uwagi mimo, że szastała kasą.
Ale Musti nie myślał o tym, dla niego liczyła się tylko kasa, którą zarabiał, a zarabiał sporo.
Czwartego dnia wieczorem pani jak zawsze zajęła stolik. Tutaj pojawił się pewien problem, bo w barze przyjęli nowego kelnera, który też szykował się do obsługi turystki. Musti zorientował się co się dzieje i zaczęła się przepychanka "walka o klienta" Coś tam gadali - hanako babelo...orato ble ble ble, wiecie coś w tym stylu. Z racji tego, że nasz ulubiony kelner był dosyć zwinny szybciej podleciał do klientki.
Ten nowy był wściekły ale jak się później okaże miał dużo szczęścia.
Po paru minutach pani z Mustim wyszła. Byliśmy ciekawi gdzie, więc postanowiliśmy z chłopakami dyskretnie ich śledzić.
Ona po drodze wkładała mu dolce do kieszeni i w pewnym momencie Musti był tak zadowolony, że przejął pałeczkę i zaczął panią prowadzić do pokoju technicznego.
Podeszliśmy do drzwi, które delikatnie uchyliliśmy i wtedy naszym oczom ukazał się widok, którego do końca życia nie zapomnimy.
On leżał, ona dosłownie siedziała nago na jego głowie - tzn jego głowa była między jej pośladkami, tzn. nie było widać jego głowy. Na początku widok był komiczny dopóki
nie zaczął machać swoimi nóżkami chyba zaczynał się dusić, a ona jeszcze pupą dobijała jego głowę do podłogi bardziej odcinając mu dopływ tlenu. Jakoś się uwolnił...ale na krótko, bo ona złapała go za jego malutką egipską rączkę i jednym ruchem popchnęła na plastikowe krzesło. Następnie usiadła na nim.
Ludzie pierwszy raz w życiu zobaczyłem jak bardzo mogą się ugiąć nogi plastikowego krzesełka, one się rozjechały na boki. Pani wykonywała namiętne ruchy jednocześnie
dociskając głowę małego Mustiego do swoich cycków i znów nie było widać tej młej egipskiej główki, która utonęła między tymi trzydziestokilogramowymi balonami...jej jeden sutek był wielkości spodka od filiżanki...
Musti zaczął bełkotać coś po egipsku - łaba dokka blel ble, ale ona go nie rozumiała. Zaczął więc krzyczeć po angielsku ..Fuck off you old bitch..fuck off...fuck off.
Ona słysząc to krzyczała ...fuck me my little boy...
I to koniec opowieści - hałas przyciągnął managera hotelu i musieliśmy się zmyć.
Musti na drugi dzień nie obsługiwał już kobiet, taki zmarnowany był jakiś:)
Nawet chętnie brał od nas dolarowe napiwki, ale nie chciał już uczyć się naszego ojczystego języka :)))

Komentarzy:2

Polski turysta na wakacjach....!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! W 2010…

dodane28-03-2012, 21:04 przez przezmirek23

Polski turysta na wakacjach....!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

W 2010 wykupiliśmy z żoną wycieczkę do Włoch. Wszystko było już zaplanowane i w dniu wyjazdu udaliśmy się na miejsce zbiórki. Oczywiście cała grupa się zebrała i ruszyliśmy w drogę. Podróż trwała ok 30 godzin, nie powiem że było miło bo nie pamiętam kiedy spędziłem tyle czasu w autokarze. (następnym razem wybiorę samolot)
Na miejscu zwiedzaliśmy zabytki i inne takie, ale nie o to chodzi żeby opisywać co widzieliśmy.

Do rzeczy zatem. Podczas jednej wycieczki podjechaliśmy na stację benzynową, bo ludzie poprosili o możliwość skorzystania z toalety.
Kierowca Pan Wojtek, bardzo miły człowiek, zaparkował na parkingu mieszczącym się przy stacji paliw. Otworzył drzwi i wskazał wszystkim miejsce, gdzie znajdowały się szalety. Dodam jeszcze, że w tym samym czasie na parking podjechał autokar z turystami z Anglii, którzy również po opuszczeniu autokaru udali się za naszymi rodakami do szaletów. I tu zaczyna się jazda (przepraszam za ewentualne niecenzurale słowa, ale do tej pory jak mi się to przypomni to mnie nosi).

Otóż gdy nasi zobaczyli, że za nimi do toalet idą Anglicy zaczęli się ścigać i cała ta kilkunasto-osobowa grupa sprintem ruszyła w kierunku szaletów. Anglicy byli trochę ździwieni, bo prawdopodobnie pierwszy raz widzieli galopujące stado baranów. Jeden powiedział, że chyba kierowca nie chciał się wcześniej zatrzymać i teraz ci turyści mają taki ciśnienie. Ale ta część z nas, która została przy autokarze dobrze wiedziała, że nie chodziło o pełne pęcherze tylko o zasadę - my górą, my z Polski.
Mówię do żony - patrz jak ta trzoda zapier**la. Nie minęło jakieś 30 sekund, a na horyzoncie pojawili się pierwsi nasi ziomale wracający z szaletów...i następni...i nagle zobaczyłem wszystkich.
Wtedy zacząłem się zastanawiać jak to możliwe, żeby tyle osób załatwiło swoją potrzebę w ciągu niecałych 30 sekund - to przecież niemożliwe, Anglicy nadal nie wracali. Mówię do żony pewnie toalety nieczynne są...to przecież niemożliwe żeby wszystkie sześć było zamknięte tym bardziej, że Anglicy nie wracają. Pójdę sprawdzić i rozkminić co jest grane...może Włosi coś wykombinowali z tymi sraczami.

Doszedłem na miejsce i widzę, że jest mała kolejka do kabin, ale wszystkie działają. Ok. Jak już tu jestem to skorzystam. Odczekałem co swoje i gdy przyszła moja kolej udałem się do pierwszej wolnej kabiny i co zobaczyłem - na drzwiach napis Płatność 0,5 Euro czyli jakieś 2 złote. Zapłaciłem i skorzystałem.

Wracam do autokaru, a tam za drzewami i budynkami stoją i leją nasi rodacy.
Kurwa...myślę sobie szkoda im było zapłacić 2 złote za skorzystanie z toalety, teraz stoją i leją na tą piękną zieloniutką murawę? Obsługa stacji nie wiedziała co ma zrobić, Anglicy wracający z toalet nie wiedzieli gdzie mają skierować wzrok żeby nie widzieć szczącego Polaka..nawet niektóre kobity kucały zasłaniane ręcznikami przez swoich facetów...

ŻENADA, ŻENADA, ŻENADA i tyle...



.

Komentarzy:0

10 absurdalnych reklamacji z nieudanych wakacji. 1.) Jedna…

dodane28-03-2012, 10:25 przez przezAdmin

10 absurdalnych reklamacji z nieudanych wakacji.

1.) Jedna z turystek złożyła reklamację do organizatora wycieczki, skarżąc się na to, że przeziębiła się w trakcie podróży i to było przyczyną zmarnowanego urlopu.
W uzasadnieniu napisała, że w trakcie lotu ktoś zostawił uchylone okno i musiała siedzieć 3,5 godziny w przeciągu...i ją zawiało.

2.) Matka jednej z dziewczyn złożyła reklamację żądając wypłaty odszkodowania, za to że jej córka będąc na wakacjach zaszła w ciążę. W uzasadnieniu stwierdziła, że w basenie w którym pływała córka, pływały również małe plemniki i to właśnie dzięki nim doszło do zapłodnienia.

3.) Pewne małżeństwo złożyło reklamację na to, że biuro podróży, po ich przylocie zmieniło im hotel na inny i zażądali odszkodowania za zmarnowane wakacje. Nie byłoby w tym nic dziwnego, ale ci turyści mieli wykupiony pobyt w standardzie 3* śniadania i obiadokolacje, lecz w tym hotelu nie było już miejsc - hotel przyjął zbyt dużo gości. Organizator wyjazdu musiał zmienić tym klientom hotel na standard 3* ze śniadaniami i obiadokolacjami. Z racji tego, że biuro dbało o swoją renomę, przenieśli feralnych turystów do hotelu 5* z wyżywieniem all inclusive...

4.) Dwóch panów wysłało swoje roszczenie do organizatora wycieczki - Safari w Afryce.
W uzasadnieniu napisali, że tam na miejscu nie było dostępu do broni i nie mogli polować na zwierzęta - pozwolono im tylko robić zdjęcia...

5.) Pewna turystka wykupiła wycieczkę do Egiptu. Na lotnisku w trakcie odprawy nie miała ze sobą paszportu, więc nie została wpuszczona na pokład samolotu.
Dzień później złożyła reklamację - " ... Żądam zwrotu pieniędzy za niewykorzystaną wycieczkę. Uważam, że wina leży po stronie pracowników Waszego biura, którzy nie poinformowali mnie, że Egipt nie należy do Unii Europejskiej i wymagany jest paszport zamiast dowodu osobistego..."

6.) Pewien klient dokonał zakupu wycieczki, której nie opłacił. Mimo to pojechał w dniu wylotu na lotnisko z zamiarem wylotu. Nie było go jednak na liście pasażerów. Złożył więc reklamację...

7.) Młode małżeństwo wystąpiło z reklamacją do biura podróży na zbyt monotonne jedzenie w opcji all inclusive. Opisali to w ten sposób "...jedzenie w tym hotelu było bardzo monotonne. Pierwszego dnia spróbowaliśmy wszystkich potraw, które były dostępne na stołówce. W kolejnych dniach te posiłki się powtarzały..."

8.) Klient wykupił wyjazd narciarski, pokój dwuosobowy z dostawką dla trzech osób dorosłych. Na umowie widniała informacja pokój dwuosobowy + dostawka. Po powrocie z wyjazdu zadzwonił do biura, chcąc złożyć reklamację na cenę, którą zapłacił jako osoba na dostawce. Twierdził, że nie było to normalne łóżko, tylko łóżko rozkładane, a przecież zapłacił tyle samo, co dwóch pozostałych kolegów. Zażądał zwrotu połowy ceny za trzecią osobę, ponieważ jego łóżko o połowę węższe od łóżek kolegów, a do tego wystawały mu nogi....

9.) Turysta przed wyjazdem do Grecji sprawdził w katalogu metraż pokoju w hotelu, do którego wyjazd wykupił (widniała informacja, że pokój ma 25 m2). Po powrocie złożył reklamację do organizatora wyjazdu, że czuje się oszukany, gdyż dokładnie zmierzył swój pokój i okazało się, że miał on 23.5 m2....

10.) Klientka zarezerwowała apartament w Chorwacji, w ośrodku, w którym przyjmują zwierzęta. Wyjechała na urlop ze swoim pupilem - kotem. Na miejscu doszło do niemiłego zdarzenia, pies z apartamentu obok zaatakował na balkonie kota i dość mocno go poturbował. Do tego wyjadł mu karmę z miski. Po powrocie klientka złożyła reklamację do biura. Ponoć nikt jej nie poinformował, że obiekt przyjmuje także psy. Zażądała zwrotu kosztów leczenia swojego pupila...


:)

Komentarzy:0

Grecja wycieczka objazdowa jakieś 2 lata temu. Organizatorem…

dodane27-03-2012, 19:00 przez przezmichoo

Grecja wycieczka objazdowa jakieś 2 lata temu. Organizatorem było jedno z tych małych biur specjalizujących się w Grecji - no ale nie o biurze chcę tu napisać.

Wycieczka była autokarowa 14 dni. W tym czasie mieliśmy objazd o Grecji autokarem. W drodze do - nie pamiętam dokładnie miejscowości - pilotka wycieczki powiedziała:

Proszę Państwa będziemy za chwilę przejeżdżać przez małą wioskę, w której organizowany jest jarmark gdzie wystawiają się rolnicy. Można tam nabyć pomarańcze i inne owoce. Z racji tego, że ja osobiście znam tych ludzi, mamy taką umowę, że każdy turysta może nabyć kilogram, każdego z tych owoców za 1 Euro. Dzieci natomiast mogą wziąć tyle ile są w stanie udźwignąć.
Proszę mi wierzyć takich pomarańczy jeszcze nie jedliście...:))))

Z racji tego, że uwielbiam pomarańcze mówię do żony - Kochanie kupimy sobie kilogram pomarańczy i może jakieś winogrona, czy bananki:)

Autobus zaparkował, wszyscy wysiedli my oczywiście podeszliśmy do straganu i kupiliśmy te pomarańcze i coś tam jeszcze. Muszę przyznać, że tak zajebistych pomarańczy w życiu nie jadłem - takie soczyste, duże, widać było, że wygrzane na słońcu - no malinaaaaa.
Wróciliśmy do pod autokar i stoimy inni - też stoją. Nagle przychodzi pierwsze dziecko i przynosi w ubraniu z 3 kilo pomarańczy (wiecie z bluzki robi się naki koszyk i opierając na brzuchu niesie się to co się tam włożyło).

Pomyślałem sobie: ok mały ma krzepę wyglądał na jakieś 5-6 lat.
Zaraz za nim przybiegają następne dzieciaki każdy wyładowany pomarańczami:)

A to urwisy pomyślałem - tyle krzepy mają. Rodzice otworzyli torby i dzieci wysypały do nich darmową zdobycz :)_

Obserwuję dalej - rodzice coś tam powiedzieli do swoich pociech...a one jak perszingi rozbiegły się po placu.

Nie minęła minutka - ja patrzę a te małe skunksy znowu zapier**lają z nową zdobyczą - znów po 3 kilo pomarańczy.
Mówię do żony - zobacz to jest już przegięcie.

Na straganach zaczęło się robić nerwowo - rolnicy patrzą na nas dziwnym wzrokiem jak małe zuch wysypują następną partię pomarańczy do toreb.

Patrzę nadal a te małe diabołki znowu pędzą w stronę rolników i pakują tym razem winogrona i wracają do swoich rodziców obładowani soczystymi owocami.

Wtedy jeden z miejscowych zaczął coś wykrzykiwać po grecku i pilotka zbladła i szybko kazała wsiadać nam do autokaru.

Powiem szczerze, że wtedy z żoną pierwszy raz w życiu poczułem się jak złodziej. Z naszej grupy 5 osób kupiło owoce. Reszta zamiast zapłacić 1 euro wolała nabrać "towaru za darmo".

Następnego dnia widziałem jak część tych pomarańczy i winogron wylądowała w koszu, ponieważ nikt nie był w stanie przejeść tych owoców w takiej ilości.

Teraz widzicie dlaczego jesteśmy postrzegani za granicami naszego kraju jako oszuści i złodzieje.....

pozdrawiam tych uczciwych turystów :)

Komentarzy:1

Kilka lat temu wybrałam się na wakacje do Chorwacji z biurem…

dodane27-03-2012, 13:40 przez przezasia1980

Kilka lat temu wybrałam się na wakacje do Chorwacji z biurem G****** Travel z Łodzi. Kłopoty zaczęly się już w dniu wyjazdu. Na miejscu zbiórki panował totalny chaos. Nikt nie wiedział, którym autokarem jedzie. W końcu zajeliśmy nasze miejsca i wyruszyliśmy. Autokar był dość wygodny i czysty. Kierowcy byli bardzo mili. Trochę zdziwiło nas, że nie jechał z nami pilot i wszystkim zajmowali się kierowcy. Kolejna niemiła niespodzianka spotkała nas w Czechach. Musielismy przesiąść się do innego autokaru. Co najśmieszniejsze z tamtego autobusu do naszego przesiadły się 2 osoby- my wsiedliśmy na ich miejsce. Potem spotkaliśmy tych ludzi w Makarskiej :). Jaki był sens przesiadki? Do Chorwacji dojechaliśmy około 9 rano. Na pokoje czekaliśmy do 13. Trochę zdenerwowało nas to czekanie. Byliśmy głodni i zmęczeni. W końcu doczekaliśmy się. Wykupiliśmy miejsca w willi Bogomila. Pokój był czysty i ładny. Szkoda, że nie było lodówki w pokoju. Właściciele bardzo mili. Wykupiliśmy opcję z wyżywieniem. Jedzenie było bardzo smaczne. Nie mozna było wynosić jedzenia ze stołówki- nawet kanapek na plażę. Sama Makarska i Chorwacja cudowne. Wszystko było super aż do dnia wyjazdu. Rezydenci byli w sumie ok. Mi tam do niczego nie byli potrzebni. Cyrk zaczął się w dniu wyjazdu. Musielismy opuścić pokój o godzinie 9. Nasze bagaże musieliśmy zostawić w jakimś garażu. Na cała grupe były 2 ubikacje w Bogomili. Pierwszy autokar przyjechał po godzinie 10, ale kierowcy musieli odpocząć więc musieliśmy poczekać. Nie mogliśmy uzyskać informacji o której wyjeżdżamy i którym autokarem. Rezydent powiedział, że wywiesi kartkę z informacją na tablicy na stołówce. Sprawdzliśmy co kilkadziesiąt minut, ale kartki nie było. Planowaliśmy z mężem plażowanie i spacer do miasta, ale nie mogliśmy się nigdzie ruszyć żeby nie przegapić autobusu. Potem było jeszcze gorzej. Zero informacji, upał. Sytuacji nie polepszał właściciel biura Sławek albo Andrzej, który przyjechał z nową grupą. W pewnym momencie jedna z pań czekających razem z nami zasłabła. Jej mąż prosił pana Andrzeja o pomoc- najpierw o załatwienie jakiegoś pokoju żeby mogła się położyć, potem o zawiezienie żony do szpitala. Oczywiście nie doczekał się reakcji. Sam na własną rękę zawiózł żonę do szpitala w Splicie. Facet był tak wściekły, że prawie pobił p. Andrzeja. Gdyby nie jego znajomi byłoby gorąco. Ludzie byli zniesmaczeni zachowaniem przedstawicieli Gandalfa. Na nasz autokar czekaliśmy do godziny 18. Gdyby wcześniej powiedziano nam o której wyjeżdżamy zorganizowalibysmy sobie jakoś czas, a tak koczowaliśmy cały dzień pod garażem w którym były nasze rzeczy. Nie było nawet mozliwości wykąpania się. Sam przejazd do Polski odbył się już bez większych problemów, był tylko jakiś problem z kilmatyzacją. Dodatkowo jeden z pasażerów przesadził z piwem i awanturował się, że postoje są za rzadko i nie można korzystać z toalety w autokarze. Sam pobyt w Makarskiej zaliczam do udanych, ale całość zepsuły wydarzenia z ostatniego dnia. W tym roku planujemy z mężem wypad do Chorwacji, ale juz własnym samochodem.

Komentarzy:1

W zeszłym roku wybrałam się z mężem na tydzień do Hotelu Ilios…

dodane27-03-2012, 12:22 przez przeztenka45

W zeszłym roku wybrałam się z mężem na tydzień do Hotelu Ilios 3* na wyspie Kos z biura E*** Holiday. Przyjechaliśmy do hotelu późnym wieczorem, więc nie zwróciliśmy uwagi, gdzie nas kwaterują.Szybki prysznic i spać....Rano godzina 5:00 pobudka przez drącego się wniebogłosy koguta...Mój mąż wściekły wstał i poszedł do recepcji. Po drodze zauważył, że jesteśmy na samym końcu hotelu w jakiejś dziwnej dobuduwce po kurniku chyba,a za siatką...plantacja pomidorów....Poczuliśmy się jak na wsi. Pani z recepcji oświadczyła, że pokój może nam owszem zmienić, ale dopiero następnego dnia koło południa...cudownie....Następnego dnia poszliśmy zatem do recepcjonistki (mieliśmy pojechac na wycieczkę, ale po południu nie było juz sensu)....odczekaliśmy trochę i dostaliśmy nowy pokój. Weszliśmy, zpbaczyliśmy, że wszystko OK, klima działa, łazienka w porządku, przebraliśmy się i poszliśmy na plażę. Wieczorem mój mąż położył się na łóżku i usłyszałam tylko O K...A!!!! Biegnę, pytam co się stało?? Materac był mokry....super...pewnie zasikany, dzwonimy po pokojówkę poszły juz do domu.....zamieniliśmy materac z innym łózkiem, a następnego dnia go wymienili. Dodam jeszcze, że mojego męża ugryzła w morzu jakas ryba i noga mu okropnie spuchła-koljeny dzień wyłączony z wakacji...zaliczam ten urlop do nieudanych :/

Komentarzy:3